25 marca 2020

“Nie płaczcie nade mną, ale dobrze wychowujcie swoje dzieci i módlcie się do Boga”. Msza pogrzebowa ks. Piotra Pawlukiewicza

"Ten, który gromadził wokół siebie tłumy, dziś na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro. Ma jednak tą wielką rzeszę ludzi, która łączy się z nami przez transmisję" - powiedział na rozpoczęcie Mszy św. w kościele Nawiedzenia NMP kard. Kazimierz Nycz. Transmisję w sieci śledziło przynajmniej 25 tysięcy osób, nie uwzględniając dużej oglądalności w Telewizji Trwam i TVP INFO

“Ten, który gromadził wokół siebie tłumy, dziś na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro. Ma jednak tą wielką rzeszę ludzi, która łączy się z nami przez transmisję” – powiedział na rozpoczęcie Mszy św. w kościele Nawiedzenia NMP kard. Kazimierz Nycz.

Homilię wygłosił ks. Bogusław Kowalski, kolega kursowy z lat seminaryjnych, proboszcz parafii katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana w Warszawie.

 

Słowo kard. Kazimierza Nycza na rozpoczęcie Mszy św. pogrzebowej

W kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny stajemy przy ołtarzu Eucharystii i przy trumnie śp. ks. Piotra Pawlukiewicza. Tu pracował prawie 30 lat, tutaj mieszkał, tutaj duszpasterzował. Przyciągał w swoim życiu kapłańskim do Pana Jezusa i Kościoła setki tysięcy wiernych, młodzieży, dzieci. Miał ten wielki dar słowa. Jest swoistym, niepojętym paradoksem, że ten który gromadził wokół ołtarza tłumy, dzisiaj na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro modlących się razem z wami wszystkimi, którzy modlicie się dzięki transmisji telewizyjnej tej dzisiejsze, żałobnej uroczystości.

Wobec tych niepojętnych spraw mówimy fiat – niech się stanie, tak jak mówiła Matka Najświętsza w tajemnicy Zwiastowania, którą dzisiaj w liturgii Kościoła wspominamy. Od tego fiat Maryi rozpoczęło się Wcielenie. Bóg stał się człowiekiem. Możemy przypuszczać, że to fiat Maryi nie było dla niej łatwe. Wiele pytań, wiele rzeczy niewyjaśnionych, trudnych do pojęcia a jednak powiedziała Panu Bogu: tak. Także w życiu świętej pamięci ks. Piotra były takie momenty kiedy jego fiat, jego tak, nie było łatwe i proste, ale je zawsze wypowiadał.

Tak było zwłaszcza 10 lat temu kiedy rozpoczęła się jego trudna choroba. Towarzyszyła mu przez ostatnie 10 lat jego życia i jego kapłaństwa. Także nasze fiat dzisiaj nie jest proste. Jesteśmy zasmuceni odejściem, wczesnym odejściem tak wspaniałego kapłana. Pragnę jako biskup w swoim imieniu oraz w imieniu Archidiecezji, która mu tak wiele zawdzięcza wypowiedzieć razem z Maryją jej  fiat ale jeszcze bardziej wypowiedzieć razem z Maryją jej Magnificat dziękczynne za wielkie dzieła Boże i za to wszystko, co się wydarzyło w życiu świętej pamięci ks. Piotra, naszego kochanego Brata.

Przede wszystkim za jego piękny udział w kapłaństwie Pana Jezusa, do którego został włączony 35 lat temu, w ’85 roku przez święcenia. Za jego, wspomniany już, dar słowa, którym przyciągał ludzi do Chrystusa i do Kościoła. Za jego ambonę: tysiące ambon w Polsce, “ambonę” radiową Radia Józef, “ambonę” telewizyjną, ambonę Mszy św. “radiowej” w I Programie Polskiego Radia. Za jego słowo, które kierował do młodzieży, do dorosłych. Wszystkich tym słowem ubogacał i prowadził do Jezusa. Chciałem podziękować za jego bycie przełożonym w seminarium naszym, za jego pracę w kurii.

Chciałem podziękować za 25 lat wykładów w Papieskim Wydziale Teologicznym. Nie tylko sam pięknie i mądrze mówił, ale innych także tego mówienia starał się uczyć jako profesor. Za jego wszystkie dzieła i zaangażowania, które były w drodze jego życia, w różnych miejscach, w różnych powołaniach i posłaniach, których doznawał od kard. Józefa Glempa a potem w ostatnich 13 latach także w czasie mojego kierowania go do różnych rzeczy, o które go po prostu prosiliśmy. Za jego pogodę ducha, jego piękne, przeżywane radośnie życie, ale także za jego lekcję przyjmowania choroby i cierpienia, którym nas ubogacał. Powiem tylko jedno. Zawsze za wzruszeniem patrzyłem jak na kolejne święta przyjeżdżał do Domu Arcybiskupów Warszawskich po to, by się razem zabrać do katedry. Także w tych latach, kiedy było mu niezwykle trudno. Drogi, kochany Piotrze! Za to wszystko pragnę ci najserdeczniej podziękować. A równocześnie prosić Pana Boga, najlepszego Ojca, któremu wierzyłeś i ufałeś, aby Cię przyjął do swojego Domu.

 

Homilia ks. Bogusława Kowalskiego

Czcigodny Księże Kardynale Kazimierzu, Księże Proboszczu, drogi bracie Ryszardzie, czcigodna siostro Mario, wszyscy bracia i siostry, którzy łączycie się z nami za pośrednictwem mediów.

15 lat temu, w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, ks. Piotr zadzwonił do mnie i poprosił o zastępstwo. Mówił do mnie “Boguś, leżę chory, biorę antybiotyki, mam wysoką gorączkę, a pojutrze mam mieć konferencję na Jasnej Górze do maturzystów. Zastąp mnie, proszę.” Głębszy oddech. Zastąpić Piotra. Myślę, że wszyscy księża rozumieli moje obawy. Jedyna rzecz, która mi przyszła wtedy do głowy, to po prostu stanąć przed maturzystami na Jasnej Górze i po prostu uderzyć w pokorę. I tak zrobiłem. Kiedy ponad tysiąc osób się zgromadziło w kaplicy św. Józefa, powiedziałem “Wiem. Wiem, że poza tym, że zawierzacie swoją maturę Matce Bożej, to jeśli chodzi o konferencję wszyscy przyszliście dla Pawlukiewicza. Ale ksiądz Piotr leży chory, ja mam go zastąpić”. Tak jakby kibice na stadion, bo miał grać Messi czy Ronaldo, a w zasadzie pojawił się tylko pierwszoligowy, przeciętny piłkarz. I prosiłem ich wtedy o wyrozumiałość i dzisiaj proszę o to samo.

Parę lat temu w mojej katedrze, na Pradze, był koncert. Obsługa techniczna przygotowywała koncert i jeden pan z obsługi technicznej, wnosząc kolumny, mikrofony powiedział do mnie: “Proszę księdza, byłem parę lat w Holandii. Widziałem, że tam w kościołach są obrotowe prezbiteria. Jak jest Msza święta czy nabożeństwo, to jest ołtarz, ambona. A jak w piątki czy w sobotę robią wieczorami koncerty, to tak jak w teatrze – guzik, prezbiterium się obraca o 180 stopni i są kolumny, mikrofony i są koncerty. Gdyby budować takie prezbiteria w polskich kościołach, toby się młodzież przyciągnęło do Kościoła. Uśmiechnąłem się i powiedziałem “Drogi panie, to nie o to chodzi, żeby fajerwerkami wtłoczyć w mury kościoła. To nie jest przyciągnięcie do Kościoła. Najmilisi, chrześcijaństwo to nie są fajerwerki. Kościół to nie fajerwerki, bo Pan Bóg nie jest fajerwerkiem.

Kiedy Pan Jezus jako Syn Boży nauczał, mówił: “Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. “Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, ma życie wieczne”.

“Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamienie”. “I ja cię nie potępiam”.

“– Wierzysz, że mogę to uczynić? – Tak, wierzę, Panie”. I uzdrawiał.

“Ile macie chlebów? Każcie ludziom usiąść”. I nasycał tłumy.

“Ona nie umarła, tylko śpi. Talitha Kum! Mówię ci, wstań”.

Ale i wołał Pan Jezus ostro: “Plemię żmijowe!”. Do Piotra: “Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym, co boskie, ale o tym, co ludzkie”. I zawstydzony apostoł pochylił głowę.

Mówił Pan Jezus “Ja jestem dobrym pasterzem i znam swoje owce, a moje Mnie znają. Dobry pasterz oddaje życie za swoje owce.

“– Ile razy, Panie, mam przebaczać? – Nie mówię ci, Piotrze, siedem, ale aż siedemdziestąt siedem razy”. “Syn człowieczy będzie wydany”

I pytał “– Piotrze, czy miłujesz mnie bardziej, aniżeli ci?”.

“Kto mnie poznał, poznał i mojego Ojca”

A Bóg Ojciec mówi “Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Nie będziesz brał imienia Pana Boga nadaremno. Pamiętaj, abyś dzień święty świecił. Czcij ojca i matkę swoją. Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.”

Piłat pytał: “– Czy ty jesteś królem? – Tak. Ja się na to narodziłem. Bo nie chcę śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie”.

Dlaczego ksiądz Piotr był tak kochany? Był odblaskiem głosu Jezusa, tak jak każdy kapłan być powinien. Ale był szczególnym odblaskiem. Czy podawał ludziom tylko cukierki? Czy rozwadniał ewangelię, żeby się przypodobać? Czy zachęcał do drogi na skróty? Czy dawał łatwe recepty? Czy dlatego, że był fajny, że dowcipkował? To były dodatki – poczucie humoru, uśmiech, jego błyskotliwość. To były tylko dodatki, ale kochaliśmy go za to, że był odblaskiem głosu Jezusa Chrystusa. Kiedy było trzeba, to tak jak Jezus mówił “to niech pierwszy rzuci w nią kamieniem, kto jest bez grzechu”. I mówił Jezus przez niego. Wystarczy poczytać różne wpisy, komentarze tych, którzy go słuchali.

W pierwszej parafii, gdzie go namówiłem na rekolekcje, w Żyrardowie, kiedy prowadził rekolekcje, jedna z moich parafianek ówczesnych, w średnim wieku kobieta, przyszła do mnie po rekolekcjach i mówi “Proszę księdza, dlaczego ksiądz Piotr, który tak pięknie mówi, dlaczego uwziął się na mnie? On mówi tylko do mnie. Dlaczego on tylko… Przecież on mnie nie zna! Trafia w samo sedno, ja aż się kulę, a najchętniej bym zasłoniła twarz ze wstydu. Skąd on zna moje zachowania, odruchy, słabości?” Mówiłem jej: “On mówi do wszystkich, tylko celnie trafia. Ale mówił, trafiając w samo sedno, nie po to, żebyśmy się kuli, ale żebyśmy się właśnie wyprostowali dzięki łasce Bożej i Bożemu miłosierdziu.

Kiedy śledziliśmy jego życie, mogło się wydawać, że u niego trzeba nieustanny triumfalny wjazd z Jezusem do Jerozolimy taka nieustanna Niedziela Palmowa. Owacje podziękowania wdzięczność oklaski. ileż tego było. Czuł się czasem naprawdę zawstydzony.

A Jezus po Ostatniej Wieczerzy, w ogrodzie oliwnym, zlany krwawym potem wołał: “Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Ale nie moja, ale Twoja wola niech się dzieje”.

Piotr swój ogród oliwny miał później, jakby na końcu drogi krzyżowej. Mówił do mnie: “Boguś rozumiem, że muszę cierpieć, ale jedna choroba Parkinsona by Panu Bogu nie wystarczyła? Dlaczego jeszcze ta boleśniejsza, na kręgosłup? Dlaczego dwie choroby?”. A jak wiemy, umarł na trzecią… “Boguś, dlaczego? Ja już nie wyrabiam z bólu”.

Ruszył 35 lat temu z Panem Jezusem na Golgotę. Dużo mówił o krzyżu, ale wołał na początku kapłaństwa, w wielkim poście, tuż przed Wielkim Tygodniem “Nie daj Boże, żebyś Wielki Piątek przybijał Jezusa kieliszkami do krzyża.” Ale po ludzku, jak się jest na kapłańskiej życiowej fali, młody silny, energiczny, inteligentny, porywający tłumy. Ale jednak to poważnie traktuje – swoje życie, swoje powołanie. Nigdy od krzyża nie ucieknie i Piotr również nie uciekł od Krzyża.

I po ludzku – zaczęło się od pierwszej stacji, kiedy pojawił się wyrok choroby. Ciśnie się na usta “niesłuszny”. No bo dlaczego? Tysiąc pytań do Pana Boga “dlaczego?”. Ale przyjął ten krzyż i poszedł z tym krzyżem

Wiemy, jaka jest trzecia i siódma i dziewiąta stacja. Dlatego odczytam początek jego testamentu

“Bogu wszechmogącemu wyrażam wdzięczność za dar życia, dar wiary, dar kapłąńskiego powołania. Ufam w ogrom Bożego miłosierdzia, które niejednokrotnie ratowało mnie od tragedii, gdy w swej pysze i duchowej ślepocie igrałem ze złem, Proszę wszystkich o wybaczenie tego, co im zawiniłem, tego, czym ich zgorszyłem, tego, czym zadałem im ból. Wybaczcie mi moją pychę, zarozumiałość. Proszę, polecajcie mą duszę Bożemu miłosierdziu.”

Przy czwartej stacji w swoim życiu nieustannie spotykał Matkę Bożą, a ona wszystkie te sprawy zachowywała i rozważała w sercu swoim. Dobrze wiemy, że bez tego, co czyniła Maryja, a którą starał się naśladować w tym, nie byłby tym, kim jest i był. Wiemy że bez modlitwy, bez oddania maryjnego niewiele można wskórać. Ile razy jak Cyrenejczyk pomagał nieść krzyż innym, ale potem, ilu było Cyrenejczyków w jego życiu, żeby mu ulżyć? Sam by nie dał rady. Ocierał łzy ludziom przez cały kapłańskie życie, a potem sam wyciągał ręce, by inni przychodzili mu z ulgą.

W swojej chorobie, o której nie chciał mówić “nie płaczcie nade mną, ale dobrze wychowujcie swoje dzieci, dawajcie im Boga i módlcie się za te dzieci”, a sam długo ukrywają swoją chorobę nie chciał o tym mówić

Kiedy patrzyłem, jak już sobie nie daje rady, wtedy dołączyłem do grupy tych, którzy chcieli mu pomóc, zachęcając “Piotrze, może do domu dla księży seniorów, tam będziesz miał opiekę”. Byłem pierwszy, który się to odważyłem mu powiedzieć. Spojrzał na mnie. “Kowal i ty mi to mówisz? Ty, który wiesz, co to znaczy mieć dobry dom. A wiesz że w domu się inaczej choruje”. Wtedy nie żałowałem tego, że mu to powiedziałem. Dzisiaj jest mi wstyd.

Z biegiem lat, zdany na dobre serce ludzi, pokornie prosił o pomoc. A kiedy już naprawdę nie miał siły, mówię “Piotrek, odpuść, już nie jedź na kolejne rekolekcje”. Do jednej grupy ludzi miał słabość. Powiedział “Choćbym padał, choćby mnie na wózku mieli dowieźć, to do księży na rekolekcje pojadę. Do księży muszę pojechać”. Do tych “Rycerzy Chrystusa” jak ich nazywał.

A potem jeszcze przybił swoje grzechy do krzyża spowiedzią z całego życia. W swoim mieszkaniu w innym księdzem i najbliższymi odprawił w mieszkaniu ostatnią mszę świętą. Przyjął odpust zupełny. I jak nie wierzyć w tę prawdę, że Pan Bóg zabiera człowieka z tego świata w najlepszym jego stanie duszy? “I skłoniwszy głowę oddał ducha”.

Dlaczego teraz? Odchodzi przy prawie pustym kościele. Gdy św. Jan Paweł II umierał, znakiem jedności były miliony na ulicach. Dzisiaj znakiem jedności i odpowiedzialności jest prawie pusty kościół i puste ulice. Jaka jest logika Boża? Wszyscy klęczymy i przemadlamy jak Maryja.

Kiedy w ostatnią niedzielę czytaliśmy ewangelię o uzdrowieniu niewidomego, faryzeusze pytali “Dlaczego jest niewidomy, czy on zgrzeszył, czy jego rodzice?”. A Pan Jezus odpowiedział: “Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale żeby się objawiły sprawy Boże.” Właśnie. “Aby się objawiły sprawy Boże”. Nie wiemy jakie. Ale one się objawiają.

 

Ksiądz nigdy nie powinien zasłaniać Pana Boga, ale prawdą jest to, że w dobrym księdzu łatwiej ukochać Pana Boga, przez dobrego księdza łatwiej w Boga uwierzyć. Ksiądz nigdy nie idzie do nieba sam. Idzie z tymi, których Bóg stawiał na jego drodze. Ufamy, że sporą rzeszą jest i będzie otoczony ksiądz Piotr w drodze do nieba.

Najmilsi, z zakończenia testamentu duchowego:

“Niech Bóg będzie uwielbiony za niepojętą dobroć, jaką przez całe życie mi okazywał. Niech zlituje się nade mną za moje wielkie przewinienia, którymi Go zasmucałem. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz.”

– Niech Bóg będzie uwielbiony za księdza Piotra! – wołamy dzisiaj i wołać będziemy.

W jednej z ostatnich refleksji swoich, kiedy gasłeś już w oczach, odniołeś się do wojskowego porządku i mówiłeś, że nadchodzi czas, kiedy dowódca mówi “Koniec walki. Zdać broń, zdjąć mundur, oddać książeczkę wojskową i odmaszerować”. Odniosłeś to do służby kapłańskiej. Tak, Pan Bóg dzisiaj ci mówi: “Piotrze poduszki Pismo Święte na półkę, zdejmij stułę, odsuń mikrofon i odmaszerować. Odmaszerować po wieczną nagrodę”. Amen.

 

archwwa/ad

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
83 0.09832501411438