"Potrafię grać w piłkę, zarabiam pieniądze i mogę pomóc. Chcę się także rozwijać jako człowiek" - tłumaczy Lewandowski. "Ciężko się patrzy na cierpienie, wiemy też, że wszystkim nie pomożemy. Nie jesteśmy w stanie naprawić świata. Jesteśmy ludźmi, mamy swoje emocje i staramy się zrozumieć, co przeżywają te dzieci i ich rodziny".
Lewandowscy wspierają dzieci z Centrum finansowo, ale nie tylko.
"Spotkałem chłopca, który był fanem piłki nożnej i byłem jego idolem. Zupełnie się poddał, lekarze dawali mu miesiąc życia, a on pogodził się z tym, że już umiera. Nie miał ochoty walczyć" - wspomina piłkarz. "Długo rozmawialiśmy. Dziś żyje, mamy ze sobą kontakt. Wyniki badań bardzo mu się poprawiły. On sam nie zdawał sobie sprawy, ile ma w sobie mocy" - podkreśla.
Pytany o to, czy warto głośno mówić o zaangażowaniu w dzieła pomocy, odpowiada z pewnością: "Im więcej słyszysz o jakichś pozytywnych inicjatywach, tym częściej masz ochotę w nich uczestniczyć, dołączyć się". Nie boi się zarzutów o szukanie poklasku, bo "to szczera chęć pomocy. Po tym, kiedy media poinformowały, że pomogliśmy Centrum Zdrowia Dziecka, odezwało się tam wiele osób, które także chciały jakoś pomóc. Czyli warto o tym mówić" - ocenia Lewandowski.
W życiu piłkarza Bayernu Monachium wiele zmieniły narodziny córki Klary. "Sportowcy chcą mieć uporządkowane życie rodzinne, to na dłuższą metę każdemu służy. Córka daje mi dodatkową energię, moc. Wcześniej cieszyłem się, kiedy koledzy opowiadali mi o dzieciach, teraz wiem, że nie do końca rozumiałem, o co im chodzi. To dociera dopiero, kiedy masz dziecko".